Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność" powstał w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni 5 września 1980 r. Tego dnia na ogólnym zebraniu pracowników uczelni, w którym uczestniczyło ok. 400 osób, został wyłoniony Uczelniany Komitet Założycielski, w skład którego weszli m .in. kol. kol. Ewa Kubasiewicz, Albina Wiktorska. Elżbieta Pakuła, Jadwiga Żebryk, Elżbieta Kaczmarek, Mikołaj Kostecki, Jacek Wyrzykowski, Mieczysław Kalecki. Później do UKZ dokooptowano Beatę Kamieńską, Jerzego Kowalczyka, Tadeusza Milanceja i Wojciecha Sitka. Związek rozwijał się dynamicznie; po roku działalności liczył już 886 członków. Na stanie naszego konta figurowała suma 140 899 zł. Wobec wyboru Przewodniczącego Komisji Zakładowej, doc. dr inż. Mikołaja Kosteckiego na funkcją Rektora WSM, dn. 26. 11. 198lr na Zebraniu walnym członków Związku został wybrany nowy Przewodniczący Komisji Zakładowej, dr inż. Jerzy Kowalczyk, wice-Przewodniczącą pozostała dalej kol. Ewa Kubasiewicz. W tym składzie KZ, uczelniana "Solidarność" weszła w konflikt 13 Grudnia 1981 roku.
W niedzielę, dn. 13 grudnia 1981 roku, o godz. 0.00 ogłoszono w Polsce stan wojenny. Dla zorientowania się w sytuacji, rano pojechałem do prof. Głębockiego, Rektora Uniwersytetu Gdańskiego, którego nie zastałem w domu i do prof. Doerffera, Rektora Politechniki Gdańskiej. Około godz. 11 byłem w Uczelni, w Gdyni. W szkole spokojnie; studentów, którzy kontynuowali okupacyjny strajk solidarnościowy z powodu stanowiska prof. Hebdy z Radomia, już nie było. Rano, po komunikacie o stanie wojennym, zwinęli się szybko i poszli do domów. Zmianę formy strajku na strajk rotacyjny z udziałem grupy 70 - 100 studentów, podjęli już dn. 7. 12. 81. Od dnia 3. 12 wznowiono zajęcia; wykłady, laboratoria i wykłady niezależne. W piątek. dn. 11. 12. podpisaliśmy wspólnie z Prorektorami doc. Dzierżkiem i doc. Fijałkiewiczem odpowiedni komunikat.
Od godz. 11 byłem więc w Szkole, gdzie już zastałem doc. Dzierżka. Skontrolowaliśmy stan zabezpieczenia lokali KZ "Solidarność" i NSZ. Oba lokale były zamknięte. Udzieliłem instrukcji oddźwiernemu o szczególnej ostrożności i czujności wobec obcych. W szkole zupełnie pusto. Na korytarzu spotkałem płk. Chomickiego. Około godz. 12 przyjechał do szkoły Inspektor Ochrony UB, z którym zamieniliśmy w sekretariacie Rektoratu kilka słów na temat powstałej sytuacji. Około godz.. I4 pojechaliśmy z doc. Dzierżkiem każdy do swego domu.
W poniedziałek, dnia 14. 12., od rana jestem w Szkole. Przyszła delegacja studentów I roku Wydz. Nawigacyjnego, czy mogą wyjeżdżać do domów. Stwierdziłem zawieszenie zajęć. Na godz. 9.00 zwołuję posiedzenia Kolegium Rektorskiego do sali Senatu. Jak się później dowiedziałem, popełniłem tą decyzją pierwsza przestępstwo według rygorów stanu wojennego. Przed posiedzeniem miałem rozmowa z dr Piskórzem, sekretarzem OP PZPR w Szkole. Był przerażony powstałą sytuacją i dał wyraz swojemu przekonaniu o konieczności dalszego dialogu, którego był zawsze rzecznikiem.
O godz. 9.00 rozpocząłem Kolegium, zapoznając z obowiązkami wynikającymi z przepisów stanu wojennego. Jurek Kowalczyk zawiadomił o decyzji zwołania nadzwyczajnego zebrania Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w celu proklamowania strajku protestacyjnego. Po wypowiedzi Jurka stwierdziłem, że zadaniem kierownictwa Uczelni jest maksymalne zapewnianie bezpieczeństwa pracowników i studentów i wezwałem o poniechania proklamowania strajku okupacyjnego. Dalej omówiliśmy zadania dla poszczególnych służb w nowych warunkach "wojennych". Po zakończeniu Kolegium zostałem poinformowany o proklamowaniu strajku okupacyjnego w Szkole, jako protestu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Na godz. 12 wyjechałem do prof. Głębockiego do Uniwersytetu Gdańskiego. Sytuacja w Politechnice l na Uniwersytecie jest podobna jak w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, na uniwersytecie jest aktualnie zebranie pracowników w Instytucie Fizyki i Humanistyki. Potem byłem w CTO: basen modelowy strajkuje. Inż. Mirek; K. rzucił legitymację partyjną. Postawa oporu jest powszechna.
Po powrocie do Szkoły przygotowania do strajku w pełni. Szkoła oflagowana, straż strajkowa w holu wejściowym. Na masówce próbowałem nakłonić do zaniechania strajku, jakkolwiek przychodziło mi to z wielkim oporem, gdyż wewnętrznie solidaryzowałem się z nimi całkowicie. Postawa protestu przeciwko bezprawiu rządu jest powszechna. Strajk był przegłosowany olbrzymią, większością. Dokonując przejścia WSM na stan wojenny kontaktowałem się z kier. Działu .Wojskowego płk. Chomickim i kier. Studium .Wojskowego, kmdr. Lechowskim. Studenci w większości wyjeżdżają z DS-ów. Był "opiekun" z UB po informację jak przebiegają przygotowania do opuszczenia przez studentów DS-ów. Powiedziałem o podjętych działaniach. O strajku nie mówiliśmy. Koło godz. 18 pojechałem do domu. Uspokoiłem żonę, zjadłem obiad i przyjechał po mnie dyr. Sulewski. W szkole byłem znowu około godz. 18.30. Przyjechał ze sztabu wojskowego komandor Lechowski z informacją od adm. Janczyszyna o ultymatywnych żądaniach przerwania strajku. Zapoznaliśmy z nią strajkujących. Apelowałem o zaniechanie strajku lecz bezskutecznie. Jacek Boroń zwrócił się do kmdr. Lechowskiego o udokumentowanie zaufania do studentów swoją postawa teraz. Mówiłem o konflikcie sumienia u żołnierzy i konieczności zachowania jedności Polaków w obliczu zamachu władzy na społeczeństwo. Ultimatum sztabu zakończenia strajku: godz. 2.00.
Służba strajkowa przejęta przez "Solidarność". Studenci w mundurach. bardzo eleganccy i godni. Rozmawiam z Jackiem Boroniem, pytając o przyczynę ich wzorowości bo dotychczas trudno ich było wbić w mundury. Mówi: Panie Rektorze. Jak będzie ingerencja wojska lub marynarzy, to zawsze lepiej, jak naprzeciw zobaczą chłopaków także w mundurach. Może nie będą bić!
Godzina 21.00 mija spokojnie. Godz. 22.00 też. Był alarm o rzekomym wykryciu nadawania z terenu Szkoły. Przeprowadzam kontrolę wszystkich nadajników radiowych wraz z patrolem za sztabu; wszystkie kwarce są wyjęte i zdeponowane. Podjęto decyzję zamknięcia całego skrzydła Wydziału Elektrycznego, co wykonuje dyr. Sulewski z :portierem. Koło godz. 23.00 robimy inspekcję D.S. nr 2 i 4. Wszędzie spokojnie. Jadę z dyrektorem do domu. Po drodze mijamy kolumnę "suk", około 45 pojazdów, Zastanawiam się, czy to nie do nas?
Wtorek, dnia 15 grudnia 1981 roku, drugi dzień strajku. Od rana jestem w Szkole. Wchodząc do budynku spotykam na schodach Leona K. pełniącego służbę strajkową. Witamy się serdecznie i oddycham z ulgą; interwencji nie było.
Na godz. 9.00 zwołuję Kolegium Rektorskie. Słyszę głosy o mianowaniu rektorem prof. Rymarza. Przed godz. 9 doc. Fijałkiewicz mówi mi, że jest niedobrze i zawiadamia, że jest wezwany do Komitetu PZPR. Inż. Pielechaty szuka prof. Rymarza, poczem gdzieś ginie. Rokuję ze strajkującymi o zmianą formy strajku; bezskutecznie. Około godz. 10 zjawia się bardzo poruszony inż. Pielechaty. Mówi o planowanej akcji na Szkołą ubiegłej nocy. o bardzo napiętej sytuacji, o doradcach radzieckich, o ultimatum zakończenia opanowania sytuacji do godz. 14.00 i zagrożeniu interwencją radziecką, o decyzjach rozwiązania Szkoły. Poszedłem z tym do strajkujących na dość twardą dyskusję o dramatycznym wyrazie. Podjęto decyzję zawieszania strajku do godz. 13.00. W międzyczasie na wniosek Franciszki Cegielskiej, wysłano delegatów dla rozpoznania sytuacji w stoczniach. Zakończyłem przemówienie stwierdzaniem, za nie mogę dalej odpowiadać za bezpieczeństwo strajkujących. Po powrocie prosiłem inż. Pielechatego o interwencją u jego przełożonych, aby nie było żadnej akcji do godz. 14.00. Około godz. 11.30 zjawił się prywatnie, ale w mundurze polowym i z bronią, kmdr Gliński, Rektor Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni, z posłaniem do Komitetu Strajkowego o przerwanie strajku. Poprosiłem Komitet do gabinetu Rektora.
Tymczasem wkroczył do gabinetu Rektora dyr. Rozkosz z Urzędu Gospodarki Morskiej, z doc. Fijałkiewiczem, inż. Pielechatym, doc. Słoniewskim, Sulewskim i prof. Rymarzem. Domyślam się o co chodzi. Dyr. Rozkosz zapowiada o co chodzi. Stwierdzam że każdą sprawę można załatwić kulturalnie, pytam, czy chcą kawę czy herbatę. Pani Ania przygotowuje. Dyrektor stwierdza, że nie wypełniłem poleceń Ministra o stania wojennym w WSM. Pytam o jakie polecenia chodzi, gdyż żadnego nie otrzymałem wskutek blokady teleksu i telefonów. Podobno szukano mnie w niedzielę i nie znaleziono. Oświadczam, że w niedzielę byłem w Szkole od godz. 11 do godz. 14 i nikt mnie tu nie szukał, nikt nie widział posłańca. Dyrektor przekazuje mi akt odwołania ze stanowiska Rektora, który kwituję. Jednocześnie stwierdzam bezpodstawność przedstawionych zarzutów, na które odpowiadam pisemnym oświadczeniem. Prof. Rymarz podpisuje akt mianowania go rektorem WSM.
Rektor Gliński, obecny przy tym wszystkim, zwraca się do prof. Rymarza o współdziałanie przy likwidacji strajku. Jest konsternacja, ponieważ prof. Rymarz nie widzi możliwości rozmowy ze strajkującymi. Następuje rozmowa z Komitetem Strajkowym. Pytanie o bezpieczeństwo dla strajkujących. Zapewnienia. nie ma. Jest obietnica ze strony Komitetu Strajkowego przedstawienia sytuacji strajkującym. Ludzie wychodzą. Inż. Pielechaty krąży pomiędzy klubem Bukszpryt. gdzie jest masówka, a Rektoratem. Ponieważ sytuacja rozwija się w kierunku strajku, proponuję podjecie próby jego zakończenia. Idę na salę, na której są ludzie zdeterminowani do dalszego strajku. Drzwi są osłonięte materacami. Ludzie są zgrupowani w dwóch miejscach: pod barem studenci, ok. 100 osób, pod sceną pracownicy, także ok. 100 osób. Podchodzę do grupy pracowniczej i mówię o istniejącej konieczności zakończenia akcji strajkowej, gdyż grozi brutalna akcja ZOMO. Jest silna, emocjonalna reakcja kobiet. Ewa Kubasiewicz wygłasza słowa do mnie, że zawsze będą mnie traktować jako wybranego Rektora. Jest dramatyczna owacja. Proszą o zakończenia strajku i opuszczenie Szkoły. Studenci nie godzą ślą z decyzją zakończenia strajku i dołączają do strajkującej Stoczni Gdańskiej. Wychodzę z sali. Ludzie śpiewają "Jeszcze Polska nie zginęła..." Przechodzę do Rektoratu i zawiadamiam tam obecnych, że strajk został zakończony. Po 2 minutach przychodzą Ewa Kubasiewicz, Jurek Kowalczyk i Lindner z wiadomością o zakończeniu strajku. Ściskam się z nimi. Ewa płacze...
Przekazuję prof. Rymarzowi obowiązki, piszę oświadczenie o mojej obecności w Szkole dn. 13.12. w godzinach 11 - 14, które wręczam prof. Rymarzowi i dyrektorowi Rozkoszowi. Koło godziny 16.30 dyr. Rozkosz jedzie do pociągu, ja z Rymarzem jedziemy do domu. Zaczyna się czas czekania na wolność.
Mikołaj Kostecki
Żródło: {Biuletyn Informacyjny Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" przy Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, 13 grudnia, 1990, nr 2 (18)}